Nabożeństwa ku czci
Św. Rity

Każdy 22. dzień miesiąca,
godz. 17:00 / 18:00.

Więcej informacji...

Msze Święte

Niedziele i Święta:

7:00, 8:30, 10:00,
11:30, 12:45, 17:00

Dni powszednie:

7:00, 18:00
(od 1.X do 31.XII
7:00, 17:00)

Parafia p.w. św. Jana Kantego
Jaworzno - Niedzieliska

Artykuły

WYJDŹ Z TWOJEJ ZIEMI! 2021 -  ROK ŚW. JAKUBA

 z ks. Markiem Sendalem rozmawia Agnieszka Pałka

Na wakacyjną listę wyjątkowych miejsc do których warto, a nawet trzeba wybrać się w tym roku, należy koniecznie dopisać Sączów - urokliwą wioskę, leżącą w powiecie będzińskim, oddaloną zaledwie 38 km od Jaworzna. Właśnie tam bije źródło szczególnych łask duchowych, z których można czerpać w obchodzonym obecnie Roku Św. Jakuba.

W blisko 800-letniej parafii i zabytkowym kościele na wzgórzu, św. Jakub Apostoł jest otoczony nieprzerwanym kultem. Wizerunek świętego patrona umieszczony jest w górnej części głównego ołtarza, a w kaplicy znajdują się jego relikwie - najstarsze w Polsce - potwierdzone certyfikatem samego Patriarchy Jerozolimskiego Jerzego de Lascarisa z 1779r. W zabytkowym ołtarzu głównym znajduje się jeszcze jeden skarb: łaskami słynący obraz Matki Bożej Łaskawej z 1671r.

W Polsce jest ponad 140 parafii rzymskokatolickich p.w. św. Jakuba oraz 6 świątyń, które zostały wyniesione do godności sanktuariów. Nasza parafia posiada relikwie pierwszego stopnia - opowiada ks. Marek Sendal, proboszcz sączowskiej parafii oraz kapelan i kustosz Zagłębiowskich Szlaków św. Jakuba.

Świątynia w Sączowie jako jedyna w diecezji sosnowieckiej, cieszy się przyznanym przez Watykan tytułem kościoła stacyjnego. Oznacza to, że w Roku Jakubowym, można uzyskać tam specjalny, jubileuszowy odpust zupełny. Aby dostąpić odpustowej łaski wystarczy nawiedzić nasz kościół. Nie ma znaczenia czy przybędzie się tu samochodem, rowerem czy w tradycyjny sposób, czyli pieszo. Najważniejsza jest modlitwa i chwila zatrzymania na pobożnym rozmyślaniu. Oprócz tego należy dopełnić jeszcze zwykłe warunki odpustu, przede wszystkim być w stanie łaski uświęcającej - wyjaśnia ks. Marek.

Sączów to także wyjątkowe miejsce pod względem turystyczno-pielgrzymkowym. Znajduje się tam niezwykle ważny węzeł 2 jakubowych szlaków:  ze wschodu na zachód: czyli najdłuższej polskiej Drogi św. Jakuba Via Regia, jednej z najstarszych szlaków w Europie oraz z północy na południe: czyli Jasnogórskiej Drogi św. Jakuba. Pielgrzym, który wyruszy na te szlaki, właśnie w Sączowie może zatrzymać się na nocleg, parafia ma bowiem nawet swoje albergue, czyli schronisko dla pielgrzymów.  A przybywają oni z całej Polski, Europy a nawet Ameryki. Jest to udokumentowane w grubej kronice wpisami i zdjęciami caminowiczów. W 2013r. powstał Dom św. Jakuba, który przyjmuje pielgrzymów - zazwyczaj pojedynczych - którzy idą bezpośrednio do Santiago albo pokonują tylko pewien odcinek.  Dziś np. zapowiedział się Portugalczyk, który przyleciał do Krakowa i stamtąd szedł do Dąbrowy Górniczej. Tam przenocował u poznanego przez Internet Włocha. Ten Włoch z kolei ożenił się z Polką z Dąbrowy Górniczej, którą poznał na szlaku do Santiago. Wieczorem obaj mają dotrzeć do nas - relacjonuje proboszcz z Sączowa. Niedługo przyjdą także panie, które wyruszą z Piekar Śląskich do Częstochowy. Robią sobie sprawdzian przed wyjazdem do Hiszpanii. Najliczniejszą grupą pielgrzymkową, która odwiedziła naszą parafię była 23 osobowa ekipa pielgrzymująca na rowerach. Ks. Marek przyznaje, że w zeszłym roku - pomimo trwającej pandemii - caminowicze nie zawiedli. I choć byli to tylko Polacy, to przybyło ich o 3 osoby więcej niż w ubiegłych latach.

Rok Święty Compostelański 2021 to także okazja do promowania wędrówek po polskich szlakach jakubowych, a szczególnie przypominania i wzbudzania zainteresowania lokalnymi szlakami, także w regionie naszej diecezji. Nawet niezbyt wytrawni pielgrzymi mogą spokojnie pokonać Drogę św. Jakuba w kilku odcinkach. Z inicjatywy sączowskiej parafii oraz Zagłębiowskiego i Górnośląskiego Klubu Przyjaciół Camino, zorganizowano w okresie od 8 maja do 26 czerwca, 8 etapów Pieszej Pielgrzymki Drogą św. Jakuba Via Regia w diecezji sosnowieckiej. Były to odcinki do 20 km, np. z Grodziska do Sułoszowy czy z Dąbrowy Górniczej-Gołonoga do Będzina. Każdy, kto miał siłę i ochotę mógł z nami wyruszyć. Nie było ograniczeń wiekowych. Grupki były małe. Wszystkich zainteresowanych odsyłam na naszą stronę parafialną i Facebooka, gdzie znajduje się relacja z poszczególnych etapów wraz ze zdjęciami. Może to kogoś zainspiruje - mówi ks. Sendal. Zapewnia także, że na szlaku nie można się zgubić, gdyż ścieżki są dość dobrze oznakowane, a pewne luki, ze względu na zniszczenia zębem czasu są na bieżąco odnawiane.

Droga jakubowa na terenie diecezji sosnowieckiej, to przede wszystkim piękny szlak przyrodniczy. Wyjątkowo malownicza jest trasa z Olkusza do Sławkowa. Przebiega brzegiem rzeki Sztoły, wzdłuż jej zakoli i przełomów. Widoki są naprawdę niespotykane. Można odpocząć i pogrążyć się w rozmyślaniu. Nawet nasi diecezjalni księża, którzy pracowali w Olkuszu, nie zawsze dotarli w te wyjątkowe miejsca. Odcinek może być trudny tylko dla rowerzystów, ze względu na wąskie ścieżki i dużą ilość piasku - zauważa ks. Marek.

Kiedy już zdecydujemy się odwiedzić Sączów i parafię św. Jakuba, warto wcześniej zapowiedzieć się u proboszcza. Każdy dzień to inne obowiązki, wyjazdy i sprawy do załatwienia. A z powodu zapewnienia bezpieczeństwa, zabytkowy kościół niestety nie jest otwarty dla pielgrzymów przez cały dzień. Najlepiej zatelefonować bezpośrednio do mnie, żeby się nie rozminąć. Chętnie oprowadzę po kościele, pokażę Dom Jakubowy, zapoznam z historią tutejszego odcinka Via Regia, przybliżę dzieje parafii oraz opowiem o kulcie św. Jakuba.

Przeżywany Rok Jakubowy może być początkiem wspaniałej przygody, podążania za świętym apostołem na drodze do Chrystusa. A Sączów bez wątpienia jest bardzo przyjaznym miejscem dla pielgrzymów i turystów. Żeby się przekonać o gościnności, otwartości i serdeczności ks. Marka oraz sączowskiej wspólnoty parafialnej, warto tu po prostu przybyć i spotkać się ze św. Jakubem w znaku jego relikwii oraz zwrócić się do Boga z prośbą o potrzebne łaski za jego pośrednictwem.

Cieszymy się z każdego pielgrzyma. Zapraszam serdecznie do nas: do Sączowa, do św. Jakuba wszystkich wiernych z parafii św. Jana Kantego w Jaworznie-Niedzieliskach. Zapraszam na uroczystości odpustowe tradycyjnie 25 lipca, ale także w każdy inny dzień. Św. Jakub nas wspiera i nam pomaga. Dzięki temu  dajemy sobie radę z problemami i trudnościami dnia codziennego.

Planując swoją osobistą lub rodzinną wyprawę warto wcześniej zajrzeć na stronę internetową parafii, klubów camino, caminonet i skorzystać z ważnych wskazówek, map i informacji dotyczących szlaków i pielgrzymowania.

Buen Camino! - Dobrej Drogi!

ZAPROSILIŚMY PANA BOGA DO NASZEGO ŻYCIA

z Katarzyną Dudek rozmawia Agnieszka Pałka

Trwający w Kościele Rok Rodziny Amoris laetitia zachęca, by na nowo odkrywać i doświadczać radości, która płynie z otrzymanego daru małżeństwa i rodziny. Z naszą parafianką: Panią Katarzyną, od 17 lat szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci, rozmawiałam o obecności Boga w jej życiu małżeńskim i rodzinnym oraz płynącej z tego radości. To, co usłyszałam jest proste. Proste, a jednak dla wielu chyba wcale nieoczywiste.

Katarzyna i Rafał poznali się na długo przed ślubem. Prawdziwa miłość, mierzona kilometrami jakie ich dzieliły, rodziła się jednak powoli. Dopiero, gdy byli pewni, że chcą być ze sobą i założyć rodzinę, przyszedł czas na sakrament małżeństwa. Od początku wiedzieliśmy, że jesteśmy darem dla siebie nawzajem. Dlatego pierwszego, wspólnego dnia chcieliśmy zaprosić Pana Boga do naszego życia, wezwać Go na świadka naszego wzajemnego ślubowania, by z Nim iść naszą wspólną drogą.

Gdy po ślubie zamieszkali razem, zaczęli odkrywać, że rodzina którą tworzą, to także dar. Jako młoda mężatka miałam oczywiście różne obawy. Przyzwyczajeń nie da się przecież w jednej chwili wyeliminować, ale można nad nimi pracować. Zaczęliśmy więc uczyć się wszystkiego - siebie nawzajem - chodzenia na kompromisy, wzajemnego słuchania się i zrozumienia, a czasem również przebaczania. Wieczorem zawsze rozmawiamy o tym, co działo się w ciągu dnia. Mąż mi wówczas podpowiada, co zrobić w konkretnej sprawie, doradza, uspakaja. To taki nasz wspólny rachunek sumienia. Czasami do późna musimy coś przegadać, żeby spokojnie zasnąć niepokłóconymi. Pani Katarzyna przyznaje, że czerpali z doświadczenia swoich rodziców i dziadków, by stworzyć trwały związek małżeński oraz dom pełen ciepła, czułości, bliskości i troski o siebie. Mama, zajmowała się domem i nami, a tata, mimo zmęczenia po pracy, zawsze miał czas dla mnie i mojego rodzeństwa. Niejednokrotnie mówiłam mężowi, że pragnę tego w naszym małżeństwie i rodzinie. Nie ma oczywiście jakiegoś podziału ról. Faktycznie mąż spędza więcej godzin w pracy, więc nie jest w stanie mi we wszystkim pomóc, nawet jeśliby tego chciał. Nigdy jednak nie czułam, żeby wszystkie obowiązki domowe zrzucał na mnie lub ja na niego. Jest to gdzieś wypośrodkowane i każdy dzień przynosi nowy plan zajęć dla wszystkich.

Z chwilą, gdy na świecie pojawiły się dzieci, w rodzinie Kasi i Rafała zagościła wielka radość. Zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Natalia i Mateusz są dla nas wielkim darem. Chcielibyśmy ustrzec ich przed całym złem tego świata, choć tak naprawdę nie wiemy czy tak będzie, bo przecież ten świat zaskakuje nas nieustannie. To, co mogliśmy i możemy dać dzieciom najlepszego to czas. Dlatego podjęliśmy z mężem decyzję, że wrócę do pracy w niepełnym wymiarze. Staramy się również przekazać dzieciom naszą wiarę, wartości, tradycje oraz szacunek do siebie i innych. Więc gdy widzę, jak mój syn czasami przypomina mi o wieczornej modlitwie, którą gdzieś w natłoku zajęć odkładam lub  córka zauważa i docenia tzw. małe rzeczy oraz wyraża za nie wdzięczność - czuję ogromną radość.

Katarzyna i Rafał pochodzą z rodzin wierzących i praktykujących. Od samego początku mówili sobie o tym, czym dla nich jest wiara. Mój tato bardzo ukochał Matkę Bożą z Kalwarii Zebrzydowskiej. Każdego roku pielgrzymowaliśmy tam całą rodziną. Kiedy pojawiały się jakieś trudności, wątpliwości, tacie wystarczyła jedna prośba i jechaliśmy do Kalwarii. Tak było również z wyborem męża - chyba go po prostu wymodliłam. Teraz wspólnie z Rafałem i dziećmi kontynuujemy tę tradycję: najpierw modlitwa przed obrazem Matki Bożej a potem dróżki. Przyjeżdżamy wyciszeni, odnowieni.

Te wszystkie doświadczenia dały im pewność, że tylko z Panem Bogiem mogą być dobrą rodziną. Trudno to wytłumaczyć słowami, bo chodzi także o to, co czujemy. To, że jesteśmy przy Panu Bogu, otwieramy się na Jego łaskę przez codzienną modlitwę, niedzielną Mszę św., korzystanie z sakramentów, pomaga nam wspólnie pokonywać trudności, burze i zgrzyty ale także przeżywać radości i dostrzegać codzienne nowe „cuda”, jakie Bóg dla nas ma. Szukając rozwiązania w jakiejś sprawie, zapraszamy też do tego Pana Boga, polecając to w modlitwie. Wydaje mi się, że jak nie ma Pan Boga w rodzinie, łatwiej jest ze wszystkiego zrezygnować, odpuścić sobie, trwać uparcie przy swoim, nawet raniąc kogoś bliskiego. A jeżeli jest z nami Bóg, który jest miłością, zawsze przychodzi opamiętanie i przyznanie się do błędu.

Czas pandemii i lockdownu dla wielu rodzin był wyzwaniem. Nie odczuliśmy tego jakoś bardzo. Oboje z mężem pracowaliśmy normalnie, więc jak zawsze byliśmy spragnieni każdej chwili razem. Wykorzystaliśmy ten czas dla siebie i dzieci. Było oczywiście smutno w czasie świąt, bo nie mogliśmy spędzić ich w większym gronie, ale staraliśmy się nie narzekać. To nie był na pewno czas wolny od Pana Boga. Przez chwilę musiały wystarczyć niedzielne Msze św. on-line. Łączyliśmy się np. z parafią w Łodzi, gdzie były specjalne katechezy, animacje i Msze św. dla dzieci, ale dorośli też z tego korzystali. Ten covidowy czas zaowocował nowym zwyczajem w naszej rodzinie. Staramy się łączyć duchowo z sanktuarium Matki Bożej w Sance, skąd pochodzi mój mąż i odmawiać co środę litanię o ustanie pandemii.

Czy można coś więcej? Wierzę, że to, co mamy „tu i teraz”, przygotował dla nas Pan Bóg. Nie potrzebujemy więcej. Moim zadaniem jest być dobrą żoną i mamą, a naszym wspólnym być dobrą rodziną. Wierzę, że jeśli będziemy żyć tak jak dotychczas - z Panem Bogiem - nic nie udając, będziemy szczęśliwą rodziną. I nie potrzeba do tego wielkich słów czy czynów.

Bardzo serdecznie dziękuję za gościnę i szczerą rozmowę.

Jest grzech, który nie będzie odpuszczony!

 

(Mk 3, 20-35)


W zachwycie nad wielkością człowieka oraz nieskończonym miłosierdziem Boga warto usłyszeć z całą ostrością słowa Miłosiernego Jezusa, w których  stwierdza z całą stanowczością, że jest jeden grzech, który nigdy nie będzie odpuszczony – grzech  przeciwko Duchowi Świętemu. Ponieważ rzecz dotyczy największego dramatu człowieka – potępienia wiecznego, trzeba tę wypowiedź, jak i cały jej kontekst potraktować z najwyższą uwagą. I tak wpierw rozprzestrzeniano pogłoskę o tym, że Jezus: odszedł od zmysłów, innymi słowy zwariował, a więc siłą faktu, to co mówi, nie może być poważnie traktowane. Dalej nastąpiła eskalacja Jego dyskredytacji, a jej  autorami byli znawcy słowa Bożego – uczeni w Piśmie. Część z tych autorytetów moralnych orzekła, że Jezus:  ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy. W poniżeniu Syna Bożego posunęli się najdalej, jak tylko było można – Jezus wg nich  jest sługą szatana.

Odpowiedź Chrystusa jest znamienna. Po pierwsze wykazał wewnętrzną sprzeczność takiego stwierdzenia: Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Po drugie, patrząc na przewrotność ich serc, stwierdził z całą ostrością:  Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego. Bóg tak pokochał człowieka, i dał mu taką wolność, iż ten może podjąć taką decyzję o popełnieniu grzechu, którą zamknie możliwość działania Miłosierdzia Bożego. Dla człowieka oznacza to – wieczne potępienie, wieczny brak miłości, wieczne – nie  kocham i wieczne – nie będę kochany. Świadomość skutków decyzji nie zmienia faktu, że człowiek jest zaproszony, a nie zaprogramowany do szczęścia wiecznego.

Z pomocą we właściwym rozumieniu tego tekstu przychodzi Kościół. Św. Jan Paweł II,  który  stwierdza, że to  bluźnierstwo nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego; polega natomiast na odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego, działającego w mocy Chrystusowej ofiary Krzyża.

 […] Wiemy, że owocem takiego właśnie oczyszczenia jest odpuszczenie grzechów. Kto zatem odrzuca Ducha i Krew, pozostaje w „martwych uczynkach”, w grzechu. Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu polega więc w konsekwencji na radykalnej odmowie przyjęcia tego odpuszczenia, którego wewnętrznym szafarzem jest Duch Święty, a które zakłada całą prawdę nawrócenia, dokonanego przezeń w sumieniu. Jeśli Chrystus mówi, że bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie może być odpuszczone ani w tym, ani w przyszłym życiu, to owo „nie-odpuszczenie” związane jest przyczynowo z „nie-pokutą” — to znaczy z radykalną odmową nawrócenia się.

„Bluźnierstwo” przeciw Duchowi Świętemu jest grzechem popełnionym przez człowieka, który broni rzekomego „prawa” do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach, i który w ten sposób odrzuca Odkupienie. Człowiek pozostaje zamknięty w grzechu, uniemożliwiając ze swej strony nawrócenie — a więc i odpuszczenie grzechów, które uważa za jakby nieistotne i nieważne w swoim życiu (Encyklika Dominum et Vivificantem 46).

Te dwa głosy, że Jezus jest idiotą i że Jezus jest zły, wybrzmiewały nie tylko między współczesnymi Chrystusowi, ale jakże mocno rozlegają się dziś pośród nas. Pielęgnowane mogą doprowadzić do dramatycznej decyzji wiecznej śmierci. To wszystko dzieje się małymi kroczkami.

Pytanie:  jak więc tego uniknąć?

I tu Jezus daje odpowiedź prostą, która jest zawarta w odwadze przynależności do Jego rodziny. Ta odwaga to nasze codzienne małe decyzje: Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matk

                                                    Proszę Cię Jezu o taką odwagę we wszystkich sytuacjach mojego życia!

                                                                                Ks. Lucjan Bielas

Solidarność Boga

 

(Mk 14, 12-16. 22-26)

Bóg, który jest czystą Miłością, wyszedł naprzeciw poranionemu przez grzech człowiekowi. W tym wyjściu do człowieka Boska Natura objawiła się w trzech boskich osobach: w osobie Ojca, w osobie  Syna i w osobie Ducha Świętego. To wyjście do będącego w potrzebie człowieka ukazało doskonałą solidarność Boskich Osób,  doskonałe BOSKIE MY.

Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga ludzie, obdarzeni sumieniem, a co tym idzie, zdolnością do dostrzegania potrzeb innych i wychodzenia im naprzeciw. Słusznie zauważa ks. Józef Tischner, że tak tworzy się solidarność ludzkich sumień.

Ma ona szczególne znaczenie pośród ochrzczonych, którzy w dojrzały sposób wydarzenie Chrztu św. w swoim życiu przepracowali. Chrzest  w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego,  znak, słowa i odrobina wody, to nie jakiś tradycją uświęcony pusty ryt. Jest on zawiązaniem  niezwykłej solidarności Boga Trójjedynego z  oczyszczonym z grzechu człowiekiem. Staje się on w pewien sposób uczestnikiem natury Boga, co daje mu nową perspektywę życia.

W budowaniu solidarności z człowiekiem Bóg idzie jeszcze dalej. Wymownie oddaje to dzisiejsza Ewangelia. W życie codzienne człowieka wchodzi Jezus Chrystus – Bóg, który w akcie solidarności z człowiekiem przyjął jego postać i zamieszkał w jego życiowych realiach. Przed tym, który z natury rzeczy przyjmuje posiłek aby żyć, kładzie na stole chleb i kielich z winem, a wypowiadając słowa: Bierzcie, to jest Ciało moje. To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana, swą boską mocą, zachowuje postacie chleba i wina, Sam staje się pokarmem dla człowieka. Ci wszyscy,  którzy z wiarą po ten Pokarm i Napój sięgną, stają się jeszcze bardziej zakorzenieni w boskiej naturze, jeszcze bardziej z Bogiem i z bliźnimi zjednoczeni.  To zjednoczenie ma ponadczasowy charakter. Wskazują na to słowa samego Chrystusa: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym. Innymi słowy, stół eucharystyczny, do którego zaprasza Chrystus nie ma końca. Ciągnie się w nieskończoność.

Dziś, w Uroczystość Bożego Ciała, warto jeszcze raz postawić sobie zasadnicze pytania:

Czy wierzysz Jezusowi?

Jeżeli wierzysz, to czy Go kochasz?

A jeśli kochasz, to czy pokładasz w Nim nadzieję?

Gdyby się zdarzyło, a może tak być, bo Bóg nas do niczego nie zmusza, że odpowiedzi będą negatywne, to warto postawić sobie jeszcze jedno pytanie: jaką mam inną koncepcję na życie i czy jest ona głosem sumienia, a może jedynie próbą ucieczki przed odpowiedzialnością?

 

                                                                                              Ks. Lucjan Bielas

 

 

"DECYZJI NIE ŻAŁUJĘ"

W 41 ROCZNICĘ ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH
Z KS. PROBOSZCZEM WŁADYSŁAWEM STROJKIEM

ROZMAWIA AGNIESZKA PAŁKA

 

            Każdy z nas w swoim życiu nieustannie dokonuje różnych wyborów. Zazwyczaj nie są łatwe. Kiedy w podejmowaniu ważnych decyzji kierujemy się naszym rozumem i sercem oraz autentycznie szukamy Woli Bożej, możemy przeczuwać, że wybór jest dobry i właściwy.

 

            Pan kiedyś stanął nad brzegiem. Szukał ludzi gotowych pójść za Nim. By łowić serca słów Bożych prawdą - te popularne słowa Barki, stały się symbolem naszych wspólnych spotkań z Janem Pawłem II. Aktualnie śpiewamy je zwykle z okazji różnych rocznic, związanych z Jego osobą. Jak wiele emocji i wspaniałych wspomnień jest związanych z tą pieśnią. Nie jednemu śpiewającemu zadrży przy niej głos. Nie mogło więc jej zabraknąć 18 maja, w dniu 101 rocznicy urodzin Papieża Polaka.

 

            Tego dnia melodia Barki rozbrzmiewała w murach naszego parafialnego kościoła również z innej okazji: 41 rocznicy święceń kapłańskich naszego ks. Proboszcza Władysława Strojka. Jej refren bardzo trafnie oddaje istotę daru i tajemnicy sakramentu kapłaństwa: O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś. Twoje usta dziś wyrzekły me imię. Swoją barkę pozostawiam na brzegu. Razem z Tobą, nowy zacznę dziś łów.

 

            Sakrament Święceń jest z pewnością szczególnie ważny dla samego kapłana, ale ma również wyjątkowe znaczenie dla wspólnoty Kościoła. Wyrazem wdzięczności Panu Bogu za dar ks. Władysława w naszej parafii, były sprawowane w tym dniu Msze święte dziękczynne w Jego intencji i życzliwa postawa wielu parafian, szczególnie przedstawicieli grup modlitewnych. Nie zabrakło ciepłych słów i serdeczności oraz zaintonowanego przez panią organistkę tradycyjnego Życzymy, życzymy…

 

            Solenizant podziękował najpierw księżom wikariuszom za wspólną modlitwę a następnie serdeczne słowa skierował do parafian. Wyraził wdzięczność za obecność, dobro i modlitewne wsparcie. Podziękował również za szczególny prezent, który przekazała Mu kilka dni wcześniej Rada Parafialna w imieniu całej wspólnoty.

 

            Przepiękna stuła, w odświętnym kolorze ecru, została ozdobiona ręcznym haftem dwóch postaci. Patrona naszej parafii: św. Jana Kantego oraz patrona ks. Proboszcza: św. Władysława, króla Węgier. Jej dopełnienie stanowią wkomponowane poniżej winogrona, kłosy zbóż oraz greckie litery: Alfa i Omega. Szata liturgiczna ma więc charakter wyjątkowy i spersonalizowany. Stuła kapłańska jest symbolem jarzma Służby Bożej oraz pokory, z którą kapłan powinien ten trud podejmować. Dwa opadające pasy to symbol dwóch cnót: roztropności i wstrzemięźliwości, które uzdalniają człowieka do odpowiedniego zachowywania się zarówno w sytuacjach pozytywnych jak i niesprzyjających. Pocałunek krzyża umieszonego zazwyczaj pośrodku - na zagięciu - wyraża szacunek i bojaźń Bożą.

 

            Każda rocznica to doskonała okazja do refleksji i wspomnień. Poprosiliśmy więc ks. Proboszcza o wywiad, by choć na chwilę cofnął się z nami w czasie...

 

            W wywiadzie udzielonym w 1997r. dla Głosu Parafialnego, mówił ks. Proboszcz, że myśl o kapłaństwie zrodziła się dopiero w klasie maturalnej. Gdyby ksiądz mógł stanąć jeszcze raz przed wyborem drogi życiowej, czy wybrałby drogę kapłańską?

Wybór drogi życiowej człowieka, a w tym przypadku wybór drogi kapłańskiej, dokonuje się w konkretnych okolicznościach i uwarunkowaniach. One były 41 lat temu zupełnie inne niż dzisiaj. Dlatego nie wiem, jaką decyzję podjąłbym dzisiaj w tej kwestii. Ale jedno wiem na pewno - tamtej decyzji nie żałuję.

            Rocznicę święceń kapłańskich obchodzi ksiądz 18 maja. Jest to także dzień urodzin św. Jana Pawła II.  Wszyscy pamiętamy, że kardynał Wojtyła od samego początku był zainteresowany sprawami tworzącego się kościoła w Niedzieliskach. W roku śmierci Jana Pawła II konsekrowano nasz kościół. Jaką rolę odegrała postać Papieża Polaka w księdza życiu? Czy miał ksiądz możliwość spotkać Go na swojej drodze życiowej? W jakich to było okolicznościach?

Ks. kardynał Karol Wojtyła pojawił się na mojej drodze życiowej w 1973r. gdy wstąpiłem do Seminarium Diecezji Krakowskiej. Wcześniej nie był moim biskupem, ponieważ pochodziłem z diecezji tarnowskiej. Wspomnę dwa spotkania. Gdy byłem w wojsku - jako alumn - to czasem przyjeżdżałem na przepustkę do seminarium.   Wtedy ks. rektor powiedział, żebym poszedł na Franciszkańską, bo tam czeka na mnie ks. kardynał. On - kardynał - czekał na mnie szeregowca. Niesamowite! Drugie spotkanie osobiście dla mnie ważne odbyło się w 2000r. na Watykanie. Krótka rozmowa o Niedzieliskach, uścisk dłoni. To wystarczyło na całe życie.

            Ważną postacią był także kardynał Franciszek Macharski, który 36 lat temu erygował parafię, później poświęcił plac pod budowę nowej świątyni i finansowo wspomógł jej rozpoczęcie. W wielu osobach odruchowo budził respekt, natomiast inni wspominają go jako człowieka bardzo bezpośredniego, ze specyficznym poczuciem humoru. Jak zapamiętał ksiądz postać kardynała Macharskiego?

Ks. kardynał Franciszek Macharski był najpierw moim rektorem w seminarium, a później moim biskupem ordynariuszem, który mnie wyświęcił na kapłana. On także po 10 latach mojego kapłaństwa skierował mnie do Niedzielisk, jako proboszcza. Ze wzruszeniem wspominam podarowany mi przez rektora Macharskiego płaszcz zimowy, taki starodawny kożuch, jak również jakieś pieniądze od kardynała Wojtyły dla „biednego” żołnierza. Spotkać w życiu ludzi takiej klasy to prawdziwe szczęście.

            Czy pamięta ksiądz I Komunię świętą na nowej parafii i dzieci, które ksiądz przygotowywał do tego sakramentu? Jako ważny i uroczysty dzień osobiście wspominam 19 maja 1991r. Pomimo, że był bardzo deszczowy.

Piękno dnia I Komunii świętej nie zależy od pogody. Pamiętam ten dzień dzięki zapisom w Kronice. Pamiętam nazwiska uczniów. A rozpoznaję tylko tych, których spotykam, szczególnie w kościele. To mała grupa. A przystąpiło wtedy do I Komunii św. 184 dzieci. W tym 63 dzieci z "trójki".

            Z jakimi wyzwaniami spotyka się ksiądz obecnie w codziennej posłudze kapłańskiej? Czy są to inne wyzwania niż 41 lat temu?

Oczywiście, że inne. 41 lat temu system był wrogi Kościołowi, ale ludzie byli z kapłanem. Dzisiaj mam takie wrażenie, że dzieje się na odwrót.

            Na pytanie: „w jakiej parafii praca jest najtrudniejsza, a w jakiej najbardziej owocna” odpowiedział ksiądz ponad dwie dekady temu, że "dla każdego kapłana najtrudniejsza jest ta parafia, w której panuje obojętność. Stopień trudności mierzę stopniem obojętności". Patrząc z perspektywy 31 lat, na jakim poziomie jest dziś ten stopień trudności?

Praca kapłana w parafii - jeżeli jest - to zawsze jest trudna. Ta praca to nawet nie tworzenie parafii czy budowa kościoła, ale pomaganie ludziom na ich do drodze zbawienia. Owoce tej pracy najlepiej oceni Pan Bóg.

            Co najbardziej cenił i ceni ksiądz w swoich parafianach?

Mnie osobiście zawsze wzrusza widok modlących się ludzi. Ich głęboka miłość do Boga, ich świadectwo wiary. To cenię, bo to mnie umacnia a myślę, że umacnia również innych.

            Nie sposób pominąć temat pandemii, która za sprawą obostrzeń dotknęła wszystkich ludzi. Jaki to czas dla księży? Dla księdza osobiście? Np. wtedy gdy odprawia się Mszę Św. w praktycznie pustym kościele?

Epidemia - jak mówiłem w kazaniu - była dla nas wszystkich testem w każdym wymiarze życia. W religijnym również. Dziękuję Panu Bogu za to, że my księża posługujący w tej parafii nie wpadliśmy w jakąś panikę z powodu covida. Nie było więc takiej sytuacji, że kościół został zamknięty i odprawialiśmy Mszę św. w pustym kościele. Zresztą Msza św. odprawiana w pustym kościele, ma taki sam sens zbawczy jak przy milionowym uczestnictwie wiernych. Przedstawienie w teatrze bez widzów nie ma sensu - na szczęście Msza św. to nie przedstawienie.

            Z jednej strony nowe technologie, w najtrudniejszym okresie pandemii, pomogły wielu osobom przez transmisje Mszy Św. i innych nabożeństw on-line w trwaniu przy Panu Bogu. Jednak z drugiej strony, doprowadziły także do pewnego lenistwa czy wygodnictwa, zwłaszcza w sferze życia duchowego. Czy uważa ksiądz, że to w jakiś sposób utrudni powrót do tego, co było wcześniej?

Pan Jezus nie żył na ziemi, nie umarł, nie zmartwychwstał i nie jest teraz z nami on-line. Kto nie przychodzi do kościoła, choć może, lecz praktykuje swoją wiarę on-line,    to już po nim. Za krótki czas również z tego zrezygnuje. Miłość i wiara nie na tym polegają.     

            Czy jest coś, czego ksiądz Proboszcz najbardziej się teraz obawia?

Każdy człowiek ma jakieś swoje lęki i obawy. Wśród nich, największy lęk i największą obawę człowieka wierzącego, powinna budzić troska o zbawienie duszy.

          Jakie ma ksiądz marzenia i plany na kolejne lata posługi kapłańskiej i proboszczowskiej? Czy jest jeszcze coś, co chciałby ksiądz koniecznie zrobić?

W naszej diecezji kapłan może posługiwać w parafii do 75 roku życia. Uważam tę granicę za ekstremalną. Po co tak długo męczyć staruszków. Jest tylu młodych i gorliwych kapłanów. Ja zostałem proboszczem po 10 latach kapłaństwa. A choćby nasi księża wikariusze mają ich po 18. To oni, jako kolejne pokolenie, powinni przejąć odpowiedzialność za parafie w diecezji. Ojciec Święty Benedykt XVI pokazał nam duchownym, że służyć Kościołowi można nie tylko na stanowiskach. Takie jest moje osobiste zdanie, ale diecezją rządzi biskup. A co koniecznie muszę zrobić? Jest wiosna i muszę chwasty wyrywać w ogrodzie i chciałbym, aby więcej parafian mi w tym pomagało. Dziękuję za pytania.

            My również dziękujemy za poświęcony czas.

 

 

Kropielnica

(Mt 28, 16-20)

28 września 1952 r. w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Wojciecha i Katarzyny w Jaworznie, zostałem ochrzczony w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Przez to wydarzenie Jezus Chrystus włączył mnie w życie samego Boga w  ten niepojęty, pozaziemski krwiobieg miłości. Im więcej lat mi przybywa, tym większą przeżywam radość z tego, że Bóg po prostu jest, a ja jestem w Nim. Ten proces poznawczy rozpoczął się we wczesnym dzieciństwie od doświadczenia domu rodzinnego i od doświadczenia miłości rodziców, w której czułem się bezpiecznie w nie całkiem bezpiecznych czasach. To podstawowy majątek, jaki odziedziczyłem, który, między innymi tym różni się od innych dóbr, że jest niezbywalny.  Mogę dziś powiedzieć z całym przekonaniem, że miłość weryfikuje się w relacji z „tym trzecim” – miłość rodziców weryfikuje się zarówno w relacji z Bogiem, jak i w relacji z dzieckiem. Dramaty zaś rozbitych małżeństw i przeciąganych lub porzucanych dzieci, są niestety, tej tezy bolesnym uzasadnieniem.

Doświadczenie domu rodzinnego bardzo pomaga mi w zmierzeniu się z tajemnicą Trójcy Przenajświętszej – jednego Boga o jednej boskiej naturze  w trzech osobach. Gdyby była w Bogu jedna osoba, nieskończenie się kochająca, byłby to swoistego rodzaju narcyzm – jestem doskonały sam dla siebie, sam siebie podziwiam. Gdyby były w Bogu dwie osoby i każda dawałaby każdej wszystko, byłby to egoizm – jesteśmy tylko dla siebie. Tymczasem w Bogu są trzy osoby w fantastyczne relacji wirującej miłości. Każda każdej daje 100% i każda od każdej 100% przyjmuje. Ta trzecia osoba uwiarygadnia relacje pozostałych dwóch. 

To w tej wirującej miłości powstał pomysł na świat, powstał pomysł na człowieka i pomysł na mnie. To tu powstał plan uratowania człowieka, uratowania mnie, bo z tej rzeczywistości wyszedłem i do tej rzeczywistości wracam.

W moim domu rodzinnym zawsze przy drzwiach wejściowych wisiała i wisi kropielniczka przeznaczona na wodę święconą.  W polskich kościołach od XI w., a w domach prywatnych od XVII/XVIII w. kropielnice mają, dziś bezpieczniej powiedzieć – miały swoje miejsce. Zakorzenione w starotestamentalnych rytualnych obmyciach, z podobną nieco funkcją w bazylikach starochrześcijańskich i z ukształtowanym w tradycji Kościoła przesłaniem wspomnienia Sakramentu Chrztu Świętego.  Gest zanurzenia końców palców  w wodzie święconej oraz uczynienie  znaku krzyża stawia nas w obecności Boga Trój-jedynego, w tym wirującym trójkącie Miłości.  Jako ochrzczeni w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, świadomi tego faktu, tworzymy przestrzeń wolności i równości. I tylko wtedy możemy prawdziwie kochać i być kochani. Zarówno świątynia, dom i rodzina, potrzebują relacji budowanych przez ludzi wolnych i równych. Nie liczy się, ile masz lat i gdzie się urodziłeś, nie liczy się, ile masz na koncie, nie liczy się, jakie masz wykształcenie itp. Liczy się czy chcesz kochać i być kochanym.

W tę Uroczystość Trójcy Przenajświętszej AD 2021 patrząc na wyschnięte kropielnice stawiam sobie pytanie: czy będą kiedyś napełnione wodą święconą i czy kiedyś nasze serca znów zaczną kochać?

Dwie rzeczy wiem na pewno. Pierwsza to, że z najwyższą powagą muszę wziąć słowa Chrystusa: Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Druga zaś to, że w kropielniczce domowej mogę mieć wodę święconą, a w sercu miłość.

 

                                                                                                         Ks. Lucjan Bielas

Nabożeństwa ku czci
Św. Rity

Każdy 22. dzień miesiąca,
godz. 17:00 / 18:00.

Więcej informacji...

Msze Święte

Niedziele i Święta:

7:00, 8:30, 10:00,
11:30, 12:45, 17:00

Dni powszednie:

7:00, 18:00
(od 1.X do 31.XII
7:00, 17:00)

Copyright © Parafia p.w. św. Jana Kantego w Jaworznie - Niedzieliskach, 2021

Wykonanie: Bogusław Nowakowski

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Polityka Plików Cookies dostępna jest do przeglądu na stronach GIODO tutaj.